cofnij
Allemansrätten - prawo wszystkich ludzi

2017-09-19

Allemansrätten - prawo wszystkich ludzi
Swobodne podróżowanie, blisko natury, bez konieczności zaprzątania sobie głowy szukaniem kempingów nigdzie chyba nie jest chyba tak łatwe, jak w Szwecji.

Zapach wrzuconych na patelnię kurek miesza się dymem z ogniska. Ogień muska spód żeliwnego naczynia. Nadciąga zmierzch, a posiłek przyrządzany z zebranych kilka godzin wcześniej grzybów za chwilę będzie gotowy. Wysokie sylwetki świerków odbijają się w nieruchomej tafli jeziora. Namiot czeka, by wsunąć się do niego wraz z nadejściem nocy. Idealne zwieńczenie całodniowej wędrówki.

Źródło: Shutterstock

Swobodne podróżowanie, blisko natury, bez konieczności zaprzątania sobie głowy szukaniem kempingów, hoteli, uzyskiwaniem pozwoleń, rezerwowaniem stolików w restauracjach nigdzie nie jest chyba tak łatwe, jak w Szwecji. Świadomość, że nie łamiąc prawa, możesz postawić namiot niemal wszędzie - po prostu tam, gdzie zastanie cię noc lub w miejscu, które akurat ci się spodoba - jest wyzwalające. Sprawia, że wędrówka staje się naturalna, nieskrępowana, pełna swobody.

Źródło: Shutterstock

 

We wszystkich krajach Skandynawii obowiązuje prawo Allemansrätten („Prawo wszystkich ludzi”), zapewniające każdemu nieograniczony dostęp do natury. W Szwecji jednak jest ono najbardziej liberalne. Pozwala na biwakowanie nawet na prywatnym terenie – przy zachowaniu odpowiedniego dystansu od zabudowań. W teorii nie trzeba nawet pytać nikogo o zgodę, choć wymogi kultury skłaniają do poszukania właściciela posiadłości i powiadomienia go chociaż o swoich zamiarach.

 

 

Wędruj swobodnie

„Prawo wszystkich ludzi” sięga tradycją do odległych czasów, kiedy ludzie żyli w bezpośrednim kontakcie z przyrodą, nieograniczeni przez akty własności, decydując samemu o tym, gdzie zapragną wędrować i w którym miejscu się zatrzymać. Ułatwiało im przemieszczania się pomiędzy wioskami i osadami.

Źródło: Shutterstock

 

 

 

Dziś, dzięki Allemansrätten każda osoba w Szwecji ma zagwarantowane prawo do:

 • Dostępu do każdej plaży przy zachowaniu odpowiedniej odległości od prywatnych domostw.

 • Korzystania z prywatnych dróg, jeśli nie jest to wyraźnie zakazane.

 • Rozpalenia ogniska (należy jednak przy tym zachować wszelkie zasady ostrożności).

 • Swobodnego dostępu do dowolnego terenu, z wyjątkiem prywatnych posesji w bezpośrednim sąsiedztwie (w odległości 70 metrów) domów mieszkalnych i gruntów uprawnych.

 • Rozstawienia namiotu w dowolnym miejscu.

 • Zbiorów kwiatów, grzybów i jagód.

 • Pływania w jeziorach i rzekach.

 • Połowu ryb w pięciu dużych jeziorach krajowych i wzdłuż całego wybrzeża morskiego.

Co ciekawe, „Prawo wszystkich ludzi” – choć odwołuje się do najdawniejszych czasów – oficjalnie obowiązuje w Szwecji dopiero od kilkudziesięciu lat. W średniowieczu, w którym spodziewalibyśmy się raczej pełnej swobody korzystania z natury, zbieranie jagód czy grzybów na terenach prywatnych było surowo karane.

Źródło: Shutterstock

 

Allemansrätten zostało pierwszy raz wspomniane w 1940 r., gdy obowiązujące wówczas zakazy stały się przedmiotem sporu i trafiły przed sąd. Sędzia Gunnar Carlesjö uznał, powołując się na dawne tradycje, że każdy powinien mieć zagwarantowaną możliwość swobodnego podróżowania. Na zmianę przepisów trzeba było jednak czekać aż do 1974 r., kiedy szwedzki parlament, przy sprzeciwie zresztą niektórych posłów, uchwalił obowiązujące dziś prawo Allemansrätten. W 1994 r. zostało ono wpisane do konstytucji, stając się z nieodłącznym składnikiem szwedzkiej tożsamości.

 

 

 

Gościna za gościnę

Wędrując przez Szwecję, nigdy nie spotkałem się niechęcią właścicieli domów, w pobliżu których rozstawiałem namiot. Widok przycupniętej przy ziemi kopułki przenośnego domku, pojawiającej się pod wieczór i znikającej rano, traktowany jest przez Szwedów naturalnie i zazwyczaj nie spotyka się z żadną reakcją. A jeżeli już, jest ona pozytywna. Wielokrotnie zdarzało mi się, że podczas pichcenia kolacji na ognisku, zjawiał się ktoś z pobliskich zabudowań, by spytać, czy czegoś nie potrzebuję. Czasem było to zaproszenie do skorzystania z łazienki, kiedy indziej znów wraz z zaciekawionym gościem pojawiał się talerz świeżo upieczonych ciastek lub złowiona kilka godzin wcześniej ryba przyniesiona w podarunku.

Źródło: Shutterstock

 

- To nie tylko kwestia obowiązującego prawa – wyjaśniał mi pewnego razu Stefan Henningson, właściciel domu nieopodal jeziora Vättern, na którego terenie zatrzymałem się na noc. – Niemal każdy z nas prędzej, czy później sam korzysta z przywileju biwakowania w dowolnym miejscu. Gdybyśmy przepędzali gości z naszych posiadłości, sami też musielibyśmy liczyć się z tym podczas własnych wędrówek. Allemansrätten to także rodzaj koleżeńskiej umowy.

Szwedzi kochają kontakt z naturą. Jest wpisany w ich DNA i wyznacza rytm niemal każdego dnia. Niewielkie zaludnienie kraju, ogrom lasów, niezliczona ilość jezior i rzek, długi odcinek wybrzeża, mnogość parków sprawiają, że trudno tu być z dala od przyrody.

Źródło: Shutterstock

 

Pomimo rozwoju nowoczesnej technologii, szwedzkie dzieci wciąż spędzają mnóstwo czasu na powietrzu. Zamiast wpatrywać się nieustannie w ekran komputera, wybierają budowę szałasu albo łapanie ryb w pobliskim jeziorze. Te nawyki, nabrane w młodości, procentują w późniejszym życiu – ulubioną rozrywką dorosłych pozostaje aktywność w terenie. I to niezależnie od pogody (jak mawiają miejscowi: nie ma złej pogody, jest najwyżej złe ubranie). Co weekend Szwedzi wyruszają więc na trekking, żeglowanie, wypady za miasto, rowerowe przejażdżki czy niespieszne przemieszczanie się samochodem po mniej uczęszczanych drogach i spędzanie nocy pod chmurką, najlepiej nad jednym z licznych jezior.

 

 

Allemansrätten ułatwia tego typu aktywność, przyciągając też fotografów, szukających idealnych kadrów; wędkarzy spędzających dni i noce na wpatrywaniu się kołyszący się na wodzie spławik, a nawet artystów, czerpiących z kontaktu z naturą inspirację.

Źródło: Shutterstock

 

Prawo swobodnego przemieszczania przydaje się także profesjonalistom. Naukowcy, badający procesy zachodzące w przyrodzie, nie muszą martwić się organizowaniem pozwoleń na zakładanie obozów w leśnych ostępach, mogąc skoncentrować uwagę na pracy. Kajakarze trenują na otwartych akwenach, biwakując w dowolnym miejscu, do którego dotrą podczas zgrupowań. Astronomowie szukają miejsc z idealnie rozgwieżdżonym niebem, nie kłopocząc się koniecznością powrotu do hotelu – spędzają po prostu noc w terenie.

 

Źródło: Shutterstock

 

Przed siebie

Gdy rozmawiam z napotkanymi Szwedami o Allemansrätten, szybko okazuje się, że jest ono czymś więcej niż zapisanymi w kodeksie paragrafami. To cały styl życia, zakładający, że natura powinna być dostępna bez ograniczeń dla każdego. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że wpływ wędrowców na miejsca, które odwiedzają ma być ograniczony do minimum. Przyjęło się, że ich obecność nie powinna w żaden sposób zakłócać spokoju właścicieli terenów, z których korzystają. Zasadą jest, by w jednym miejscu nie zatrzymywać się dłużej niż na noc, a odchodząc zostawić miejsce w stanie, w którym je zastaliśmy. Allemansrätten nie jest bowiem przepisem na spędzanie stacjonarnych wakacji przy grillu, ale odpowiedzią na jedną z najbardziej naturalnych potrzeb: na pragnienie swobodnego wędrowania i przebywania w otoczeniu przyrody. Jest zachętą, by spędzać czas aktywnie: idąc przez las, poszukując grzybów, przygotowując posiłki w plenerze, pływając w chłodnych wodach. Pokonując przestrzeń, z poczuciem, że możesz dotrzeć tam, gdzie tylko zapragniesz.

Zdjęcie tytułowe: Shutterstock

 

Przeczytaj też

Zapisz się na jazdę próbną chcę się zapisać