cofnij
Kuchnia portugalska – pasteis, bife à Portuguesa

2017-10-26

Kuchnia portugalska – pasteis, bife à Portuguesa
Uciechy gastronomiczne to kolejny arcyważny powód, aby odwiedzić Lizbonę.

Przykład pierwszy z brzegu - ciasteczka z Belém (Pasteis de Belém) – delikatne i kruche w kształcie babeczek, z kremem budyniowym. Niepozorne i fenomenalnie dobre. Najsłynniejsza lizbońska cukiernia gdzie się je podaje znajduje się tuż przy Klasztorze Hieronimitów. Jak mówi Miguel – syn właściciela cukierni - receptura jest tajna, ukryta za pancernymi drzwiami i znają ją tylko trzy osoby. Wiadomo jedynie, że w skład ciasteczek wchodzi ciasto francuskie, cukier, mleko. Reszta jest słodką tajemnicą. Co roku w sezonie turystycznym przed wejściem do cukierni ustawiają się kolejki nie krótsze niż do krakowskich lodów na ulicy Starowiślnej. Ponoć jednego dnia sprzedano tu aż 55 tysięcy pasteis.

 

Ciastka przed podaniem należy posypać cukrem pudrem i cynamonem. Każde ma pewnie z 200 kalorii, choć ich słodycz sugeruje raczej liczbę wielokrotnie wyższą. Zajadamy ciacha, spychając poczucie winy i grzech obżarstwa do pobliskiego Tagu.

 

 

Rzut kamieniem na północ i znaleźć można się w miejscu magicznym. Restauracja Estufa Real (przy Calcada do Galváo), jest położona w założonym w XVIII w. ogrodzie Botanicznym Jardim Botânico da Ajuda. Kwadrans spaceru pod niemałe wzniesienie zaostrzy apetyt lepiej niż niejedno entradas (starter). Na przystawkę otrzymamy smakowite caldo verde de batata-doce com crocante de chouriço (słodki ziemniak z wieprzową kiełbaską) oraz carpaccio de bacalhau (carpaccio z dorsza) lub cardo verde (zupę z jarmużu i chorizo). Dalej jest coraz lepiej: fideua com aioli e camarão salteado (pasta z krewetek w sosie aioli) i alheira de caça frita (smażone kiełbaski).

 

Portugalska kuchnia, schowana w cieniu potężnego, hiszpańskiego sąsiada, wciąż czeka na swojego odkrywcę, kulinarnego Vasco da Gamę. Dobre jedzenie można znaleźć na każdym kroku. Mercado da Ribeira (Avenida 24 de Julho 49) – na pozór zwykła, kolejna hala targowa z zieleniną, mięsem i świeżymi rybami, jakich wiele w każdym dużym europejskim mieście. W jednej z hal, przy długich, surowo ciosanych, drewnianych stołach jest miejsce dla 500 osób. Dookoła mieszczą się boksy z ofertą najlepszych restauracji i sklepów z regionalną żywością w Lizbonie. Trzydzieści, może czterdzieści stoisk w jednym miejscu sprawia, że wybór „lokalu” będzie zdecydowanie dłuższy od samej konsumpcji zakupionego posiłku.

 



Kto woli mniej plebejskie miejsca na posiłek powinien udać się do restauracji Bica Do Sapato (Santa Apolónia, 1900-436), ledwie kilometr wybrzeżem na wschód od Praça do Comércio. Współwłaścicielem jest John Malkovich, którego podobno czasem można tu spotkać. Specjalizacja? Kuchnia portugalska w wersji nowoczesnej.

 

Restauracja Senhor Peixe (Rua Pimenta 35), położona w nowej dzielnicy specjalizuje się w daniach z ryb i owoców morza. Podawane tu przystawki mogłyby starczyć za całe danie, nie sposób się bowiem od nich oderwać. Chleb z kozim serem, zielone oliwki i pasta z sardynek. Danie główne to grillowana dorada z gotowanymi warzywami (ziemniaki, marchew, zielona fasolka i szpinak). Prosto, smacznie, konkretnie.

 

 

 

Gdziekolwiek się nie udać, trafić można na kulinarny rarytas. Casca da sapateira oznacza „kraba w skorupie” wypełnionej dipem z delikatnego krabiego mięsa, gotowanych jajek i majonezu. W surowych wnętrzach Portugália Cervejaria (Rua de São Caetano, nº 4) – najsłynniejszej lizbońskiej piwiarni – założonej w 1925 roku - krabie mięso smakuje wyśmienicie. Kolejną przystawką są krewetki z regionu Algarve, podawane również z majonezem, które szybko ustępują miejsca na wąskim stole daniu głównemu - Bife à Portuguesa – stek wołowy lub wieprzowy przyrządzany w sosie na bazie wina porto z jajkiem sadzonym.

 

Wszystkie zaskórniaki, ostatnie w portfelu centy i euro koniecznie należy przeznaczyć na wizytę w restauracji A Travessa (Travessa do Convento das Bernardas 12), mieszczącej się w byłym klasztorze z XVII wieku. Skosztować tu można choćby pysznej ryby św. Piotra (Lombos de peixe galo) w szampanie, a im dalej w menu, tym jest smaczniej.

 

Znużony (?) jedzeniem, winem i pokonywaniem wzniesień turysta powinien udać się na spacer po dzielnicy Baixa. To całkowicie płaska i położona w centrum najbardziej reprezentacyjna dzielnica Lizbony. Odbudowana przez markiza de Pombala od podstaw, po wielkim trzęsieniu ziemi w 1755 roku jest arcydziełem oświeceniowej urbanistyki.

 

Eleganckie butiki, kawiarnie i stoiska z jedzeniem zdominowały krajobraz tego miejsca. Klasycystyczna zabudowa łączy położony na Tagiem plac Praça do Comércio z placem Rossio. Przy Rossio znajduje się zbudowany w stylu manuelińskim dworzec kolejowy, liczne kawiarnie, restauracje i bary, gdzie można odpocząć po spacerze i kulinarnych eksperymentach. Warto udać się do baru zlokalizowanego na północno-wschodniej części placu Rossio, miejscu, które szczególnie wieczorem przyciąga tłumy klientów – turystów i stałych rezydentów – niczym, tęcza na Zbawixie antygenderowych piromanów.

 

fot. facetzprzepisem.pl

fot. Facetzprzepisem.com

Ginjinha (Largo São Domingos 8) – pijalnia wiśniówki. Pijalnia pod chmurką, bo lokal posiada tylko ladę, a konsumpcja odbywa się na zewnątrz – wśród innych amatorów tego napitku. Nawet jeśli jesteś z urody teutońskim blondynem, możesz napić się ginja jak typowy lizbończyk – „pięćdziesiątkę” pije się „na raz”, następnie żując przez moment wiśnię, która jest w każdej porcji napoju. Najważniejsze jest niedbałe splunięcie pestką pod nogi. Tak robią właśnie rodowici mieszkańcy Lizbony. Powodzenia!

 

Wieczorne gastronomiczno – alkoholowe uniesienia najlepiej dnia następnego zrównoważyć oszczędnym śniadaniem i dobrą czarną kawą. Portugalskie śniadanie bardzo przypomina to włoskie – słodkie ciasteczko i mocna kawa napędzają na dobre kilka godzin. Jeśli dzień skończyliście na placu Rossio, niegłupim będzie kolejny zacząć na pobliskim Praça do Comércio – ledwie 800 metrów na południe od Rossio, podążając Rua Augusta – najważniejszą ulicą w Baixa. Tam, pod adresem Praça do Comercio, 3 znajduje się jedna z najstarszych kawiarni w Lizbonie – otwarta w 1782 roku Martinho da Arcada. Przy małej czarnej kawie (bica) zasypanej torebką cukru podziwiać możemy główny plac miasta i rzekę.

Zapisz się na jazdę próbną chcę się zapisać