cofnij
Dzika Hilda kusi narciarzy, czyli narty w Górnej Austrii

2017-12-12

Dzika Hilda kusi narciarzy, czyli narty w Górnej Austrii
Jeśli szalałeś już na nartach na Kaprunie w regionie Zell am See, na stokach Kitzbühel w Tyrolu, zwiedziłeś góry Karyntii, a kolejny zimowy urlop chciałbyś spędzić w mniej znanym miejscu, leżący w Górnej Austrii masyw Dachstein jest dla ciebie. Możesz liczyć tu na niezatłoczone stoki, puszysty, miękki śnieg i niespotykane nigdzie indziej regionalne atrakcje.

Pierwsze kroki warto skierować w stronę Dachstein West, który otoczony jest trzema większymi wioskami: Gosau, Russbach i Annaberg, gdzie czekają specjalnie przygotowane dla narciarzy pensjonaty i hotele. A ci, kiedy się porządnie wyśpią, wyruszają stąd na prawdziwe narciarskie safari: na terenie Dachstein West wybudowano 52 kolejki i wyciągi, dzięki którym można szaleć na 152 km nartostrad i to o bardzo zróżnicowanych poziomach trudności.

 

Dachstein - tu nie trzeba być Marcelem Hirscherem

 

Górna Austria ma to do siebie, że nawet na oznaczonych czarnym kolorem trasach poradzą sobie mniej wytrawni narciarze. Nie trzeba mieć tu umiejętności Marcela Hirschera, by wybrać się na trasy o takich znamiennych nazwach jak "Wilde Hilde" (Dzika Hilda), "Rock’n Roll" oraz "Donnergroll" (Grzmot pioruna). Daję słowo, że poradzą sobie na nich również średnio zaawansowani narciarze.

 

Nie bez powodu wspomniałam o Marcelu Hirscherze. To właśnie na tych trasach słynny austriacki narciarz przygotowywał się do zwycięskich slalomów gigantów. Fajnie jest zjechać jego śladem. Ja poczułam się dumna, że udało mi się tego dokonać. Ostrożność nakazywała mi jednak, by na stoku nie rozwijać zbytnich prędkości, więc na wszelki wypadek nie spojrzałam na maszynę mierzącą na dole czas.

 

Wolałam rzucić się w kolejne wyzwanie, czyli trasy muldowe, które zostały przygotowane dla miłośników bardziej ekstremalnego białego szaleństwa. "Schwarzreiter" (Czarny Jeździec) znajduje się w pobliżu kolejki Törleckbahn, przebiega w kierunku Annaberg i może rzeczywiście dać nieźle popalić. Podobnie jak przeznaczony dla freestylowców Dachstein Krippenstein. Tam już sobie odpuściłam, bo to naprawdę trasy dla wytrawnych narciarzy.

 

Za to przejażdżka na szczyt góry i spacer na platformę widokową zwaną nie bez powodu Five Fingers, to prawdziwa przyjemność. Szczególnie, że rozciąga się stamtąd zapierający dech w piersiach widok na lodowiec Dachstein, region Hallstatt oraz część Salzkammergut.

 

Dachstein dla rodzin z dziećmi - Trzmiel zaprasza na czarodziejski dywan

 

Tak naprawdę Dachstein West szczyci się przede wszystkim łagodnymi nartostradami. Króluje tu kolor czerwony i niebieski, pozwalający nawet początkującym narciarzom cieszyć się z miękkiego puchu. Dlatego pewnie tak chętnie spędzają tu czas całe rodziny, wolno przemieszczając się z jednego stoku na drugi i zatrzymując się na przykład w takich miejscach jak Kraina Brumsiland. Znajduje się ona tuż przy dolnej stacji kolejki Hornspitzbahn. Tu najważniejszą osobą jest Trzmiel i inne bajkowe postaci, między którymi jeżdżą mali narciarze, ku uciesze obserwujących ich z pobliskiej kawiarni rodziców.

 

Podobnie jest obok dolnej stacji kolejki gondolowej Russbacher Hornbahn. Tu z kolei rozbił swój obóz Niedźwiedź, zapraszając bezpłatnie maluchy do 6 roku życia wraz z jednym z rodziców na ruchomy chodnik, czyli "czarodziejski dywan" oraz wyciągi talerzowe. Popołudniami odbywa się tu festyn "robaczków świętojańskich". No i cały czas działa szkółka narciarska, z której instruktorzy uczą dzieciaki wszystkiego, co będzie im potrzebne na wyższych stokach.

 

Rodzice, którzy mają na to jeszcze zbyt małe dzieci, mogą zostawić je w Klubach Dziecka. Jeden Spatzennest zlokalizowany jest przy dolnej stacji kolejki Hornbahn Russbach, a klub dziecięcy Fuxi's znajduje się przy dolnej stacji kolejki Donnerkogelbahn w Annabergu. Mama z tatą mogą szaleć na stokach, a wyspecjalizowani opiekunowie zajmą się maluchami. Jest tylko jeden warunek. Dzieci musza mieć skończony pierwszy rok życia.

 

Dzień bez knedla, dniem straconym

 

Po nartach nie ma nic przyjemniejszego niż wspólny odpoczynek przy dobrym posiłku. Tutejsze schroniska oferują regionalne potrawy, które dodają narciarzom energii. Miejscowe powiedzenie głosi: "kto nie zje knedla, będzie głodny przez cały dzień". Nic więc dziwnego, że knedle w różnej postaci królują tu na stołach, podobnie jak wszelkiego rodzaju mięso, szczególnie dziczyzna, którą odławia się w miejscowych lasach.

 

Dla tych, którzy lubią wsunąć coś słodkiego, gospodarze polecają germknoedel, czyli ogromną kluskę na parze, posypaną makiem i skąpaną w sosie waniliowym. Ilość kalorii ogromna, więc warto je zredukować Zirbenschnapsem, czyli nalewką produkowaną z czerwonych, niedojrzałych szyszek sosny limby, które nie obrosły jeszcze korą i dlatego wydzielają sok. Nie jest łatwo je zebrać, bo rosną tylko w regionach położonych powyżej 1500 m n.p.m. Może dlatego ich smak jest niezapomniany. Choć lepiej kosztować ich wieczorem po nartach, gdyż destylat ten do najsłabszych nie należy.

 

Schnaps fantastycznie rozgrzeje podczas kuligu, który organizuje tu wielu miejscowych gospodarzy. Romantyczna przejażdżka saniami, ciągniętymi przez konie, pod rozświetlonym gwiazdami niebem w dolinie Gosau, to niebywała przyjemność. Ma się po niej fantastyczne sny i siłę na kolejny dzień narciarskiego szaleństwa.

Zapisz się na jazdę próbną chcę się zapisać