cofnij
Fjällbacka - kiedy kryminały to za mało

Autor: Natalia Kołaczek

Fjällbacka - kiedy kryminały to za mało
Po jednej stronie drewniane domy, mieniące się kolorami bieli, żółci i oczywiście tradycyjnie szwedzkiej faluńskiej czerwieni – z pewnej perspektywy wydają się wręcz przyklejone do masywnego skalistego wzgórza. Przy niektórych budynkach powiewają szwedzkie flagi, przez okna dojrzeć można poustawiane na parapetach świeczniki, porcelanowe pieski, modele statków czy wystrugane z drewna koniki z regionu Dalarna. Po drugiej stronie marina, w której gęsto od masztów, przy pomoście drewniana skocznia do wody i szopy z pułapkami na skorupiaki.

Miejscowość przecinają wąskie drogi, właściwie pozbawione chodników, a nad wszystkim góruje kościół z czerwonawego granitu. Latem słychać tu gwar z przepełnionych restauracyjnych ogródków i wrzaski mew, czuć zapach wody i smażonych ryb. To właśnie Fjällbacka na zachodnim wybrzeżu Szwecji, na całym świecie rozsławiona dzięki kryminałom Camilli Läckberg. Ten sielankowy klimat sprawia, że miasteczko zdecydowanie bardziej nadawałoby się na miejsce akcji baśni o rybaku i złotej rybce (czy też raczej – uwzględniając lokalny koloryt i miejscowe specjały – o złotej langustynce) niż wielotomowej serii, gdzie trup ściele się gęsto. I to tak, że sama pisarka w jednym z wywiadów, zażartowała że nie może porwać się na napisanie więcej niż pięciuset tomów sagi: biorąc pod uwagę, że w jednej książce giną co najmniej dwie osoby, Fjällbacka, nawet ta literacka, zbyt szybko by opustoszała.

Zdjęcie: Natalia Kołaczek / szwecjoblog.blogspot.com

Zdjęcie: Natalia Kołaczek / szwecjoblog.blogspot.com

Turystyka literacka, lub jak niektórzy wolą ją nazywać, turystyka kryminalna, rozwija się w Szwecji dynamicznie wraz z tym, jak często na księgarnianych półkach lądują nowe tytuły, a kolejne miasta zyskują bohaterów, za którymi chcą podążać czytelnicy. Sztokholm można zwiedzać śladami Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, w Göteborgu znaleźć adres Erika Wintera, w Ystad usiąść w ulubionej kawiarni Kurta Wallandera, a w Linköpingu zasiedzieć się w restauracji Hamlet, gdzie nie raz zbyt dużo swojego czasu spędzała książkowa Malin Fors. Nawet położona na dalekiej północy Kiruna czy odległa na 100 kilometrów od stałego lądu wyspa Gotlandia przyciągają miłośników literatury kryminalnej, którzy chcą bliżej przyjrzeć się okolicom, w których swoje śledztwa prowadzili Rebecka Martinsson czy Anders Knutas. Jest wreszcie Fjällbacka, w której mieszka mniej niż dziewięćset osób, a gdzie w okresie wakacyjnym przybywają tysiące ludzi, przede wszystkim turyści pielgrzymujący do miasteczka Camilli Läckberg i jej książek. Miejsce na co dzień zaciszne w sezonie tętni życiem, a różne języki rozbrzmiewają tu niczym w najbardziej kosmopolitycznych metropoliach. Nic dziwnego. Sukces pisarski Läckberg liczy się już w dziesiątkach milionów egzemplarzy sprzedanych w pięćdziesięciu różnych krajach. I chodzi tu nie tylko o kryminały: autorka ma na koncie dwie książki kucharskie napisane wspólnie z przyjacielem z dzieciństwa, Christianem Hellbergiem, znakomitym szwedzkim kucharzem, oraz serię książek dla dzieci o Super-Charliem. Sekret poczytności serii o morderstwach we Fjällbace próbowało rozgryźć już wielu.

Zbrodnie w literaturze już jakiś czas temu stały się modne, a na sukcesy sprzedażowe wydają się wpływać skandynawsko brzmiące nazwiska autorów czy północne krajobrazy lub czerwone domki na okładce. Läckberg przyciąga swoich czytelników rozbudowanymi wątkami obyczajowymi, a jej bohaterom daleko do idealnych, nieomylnych herosów. Wręcz przeciwnie, Erica Falck nie raz przez swoje wścibstwo wpada w tarapaty, a i policjanci pracujący nad rozwiązaniem sprawy miewają swoje za uszami. Nieskomplikowany język, wplatane opisy miłosnych perypetii i przerysowane postaci stanowią równowagę dla bardziej mrocznych i krwawych fragmentów, co dla jednych jest doskonałym argumentem, by sięgać po kolejne części serii, a dla innych powodem, by trzymać się od nich z daleka (ale nie przejść obojętnie). Sama Fjällbacka wydaje się zresztą świetnie nadawać na tło opisywanych przez Läckberg wydarzeń. Sielankowe małe miasteczko staje się przestrzenią klaustrofobiczną, kiedy na jaw wychodzą nieprzepracowane traumy i skrywane przez pokolenia rodzinne tajemnice i tragedie. To przez to Fjällbacka bywa czasem nazywana szwedzkim Twin Peaks.

Zdjęcie: Natalia Kołaczek / szwecjoblog.blogspot.com

Wszystkim tym, dla których kryminały na stronach książek to za mało, wycieczka do Fjällbacki gwarantuje wiele wrażeń – Läckberg opisuje tak dobrze sobie znaną przestrzeń rodzinnego miasteczka z niepowściągliwą dbałością o szczegóły. Równie niepowściągliwy, chłonący lekturę, czytelnik bez problemu z książką w dłoni zorientuje się wśród sklepów i kafejek przy Galärbacken, zatrzyma się na noc w Stora Hotellet i spróbuje kuchni serwowanej przez hotelową restaurację (Erika trzymała na kolanach weselne jadłospisy zaproponowane przez Stora Hotellet i przełykała ślinkę. Dieta odchudzająca pobudziła jej apetyt i podziałała na kubki smakowe. Miała wrażenie, że zaraz zacznie się ślinić. – A co ty na to? – Zaczęła czytać na głos: – Na przystawkę szyjki rakowe w soku z limonki na liściach sałaty. Danie główne: halibut, risotto z bazylią i marchewki pieczone w miodzie, a na deser sernik z sosem malinowym[1]), pocztówki z wycieczki i słodycze kupi w Centrumkiosken (Podbierała rodzicom drobne z kieszeni, a potem w kiosku Centrum kupowała kulki czekoladowe i cukierki na sztuki. Zjadała je z największą przyjemnością, zanim wróciła do domu.[2]), a po sąsiedzku, do Ackes korv, pójdzie po hot doga z ziemniaczanym purée, typowe pożywienie policjantów (Ernst właśnie zafundował sobie kiełbaskę z piure ziemniaczanym. Przysiadł na ławce na rynku, z widokiem na morze, i podejrzliwie zerkał na krążące wokół mewy[3]). Prawdziwy fan kryminałów powinien skierować się też do części miasta tak mocno związanej z książkowymi morderstwami jak... cmentarz. Można tu odszukać miejsce upamiętniające niemieckich marynarzy (Na cmentarzu we Fjällbace znajduje się niezwykły grób. Pochodzi z czasów pierwszej wojny światowej. Spoczywa w nim dziesięciu niemieckich żołnierzy, siedmiu znanych z nazwiska i trzech nieznanych.[4]) czy nagrobek ojca Camilli Läckberg, którego autorka uwieczniła w jednej ze swoich powieści (Na cmentarzu panował spokój. Ciszę zakłócał jedynie szum przejeżdżających nieopodal samochodów. Słońce odbijało się w nagrobkach. Mijały zadbane, ozdobione świeżymi kwiatami groby… Anna się zawahała. Erika wskazała na mały nagrobek. – Leży koło Jensa. – Wskazała na okrągły głaz z pięknego granitu, na którym wyryto imię i nazwisko: Jens Läckberg. Był dobrym znajomym ich ojca, zapamiętały go jako sympatycznego brzuchacza, pogodnego, towarzyskiego i skłonnego do żartów.[5]). Na cmentarzu w nadmorskim miasteczku duże wrażenie robi prosty, biały krzyż, poświęcony „nieznajomemu z morza”, przy którym obok kwiatów leżą pokryte mchem muszle.

A to pewnie nie jedyne przystanki na wycieczce „kryminalnych turystów”, ci zainteresowani bardziej makabrycznymi niż romantycznymi scenami książki pewnie będą chcieli dotrzeć do miejsc, gdzie książkowi bohaterowie odnajdywali ofiary. Warto wtedy zacząć od wzgórza Vetteberget i znajdującego się tam Wąwozu Królewskiego, Kungsklyftan (Dzień zaczął się całkiem obiecująco. Obudził się wcześnie, gdy wszyscy jeszcze spali. Ubrał się cichutko i niezauważony przez nikogo wymknął się z domu, zabierając ze sobą hełm rycerski i drewniany miecz. Wymachiwał nim radośnie, przebiegając stumetrowy odcinek od domu do Wąwozu Królewskiego. Na chwilę przystanął i z pewną obawą spojrzał w głąb skalnej szczeliny. Miała tylko dwa metry szerokości. Jej ściany wznosiły się na wysokość około dziesięciu metrów ku niebu, na którym słońce właśnie rozpoczęło wędrówkę. Nad środkowym odcinkiem zwisały trzy wielkie bloki skalne. Wrażenie było niesamowite. Dla sześciolatka Wąwóz Królewski miał wręcz magiczną siłę przyciągania. Nie osłabiała jej wcale świadomość, że to miejsce zakazane.[6]). Miejsce robi wrażenie także na dorosłych, szczególnie że dodatkowy nastrój budują ostrzeżenia przed wejściem, informujące o stromych podejściach i spadających skalnych odłamkach. To w wąwozie kręcono też sceny do Ronji, córki zbójnika na podstawie powieści Astrid Lindgren. A jakieś sto lat wcześniej wąwóz odwiedził król Oscar II, zostawiając na jednej ze skał swój podpis – to tej wizycie miejsce zawdzięcza swoją królewską nazwę. Po przejściu wąwozem warto po drewnianych schodach wdrapać się na szczyt wzgórza, skąd rozciąga się fantastyczny widok na samą Fjällbackę, sąsiednie miasteczka i wyspy szkierowe. Z wierzchołka można wrócić tą samą drogą, w dół po schodach i znów pod skalnymi blokami Królewskiego Wąwozu lub dwuipółkilometrowym szlakiem Vettebergsleden, stanowiącego część trasy Kuststigen, by malownicze krajobrazy archipelagu mogły dłużej towarzyszyć podczas spaceru.

Zdjęcie: Natalia Kołaczek / szwecjoblog.blogspot.com

Wszystkim tym, dla których kryminały to za mało i oczekują innych atrakcji niż te związane z królową literackich zbrodni, warto polecić zapoznanie się z historią szwedzkiej królowej ekranu, Ingrid Bergman, aktorki nagrodzonej Oscarami za role w filmach Gasnący płomień, Anastazja i Morderstwo w Orient Expressie i zapamiętanej z kultowej Casablanki. Pochodziła ze Sztokholmu, ale to Fjällbackę i jej okolice pokochała najbardziej. Podobno nawet Camilla Läckberg jako dziecko miała okazję spotkać gwiazdę. Bergman na wyspie Dannholmen odpoczywała od pracy, ale i zainteresowania postronnych wokół jej życia osobistego – skromni mieszkańcy rybackiego miasteczka potrafili uszanować jej prywatność. Zgodnie z ostatnim życzeniem aktorki po śmierci jej prochy rozsypano nad bliskimi jej wodami. We Fjällbace nazwano jej imieniem plac położony w centrum miasteczka, gdzie stanęło jej popiersie, z twarzą skierowane ku ukochanej wyspie.

Choć dziś miasto żyje przede wszystkim turystyką, rybołówstwo wciąż odgrywa w nim bardzo ważną rolę. Połów ryb i skorupiaków kształtował historię i możliwości rozwoju miasteczka przez kolejne stulecia od jego powstania, a współcześnie owoce morza jednoznacznie charakteryzują to, co Läckberg określa jako „smaki z Fjällbacki”. Langustynki poławiane w okolicach trafiają na najwykwintniejsze stoły, kilka lat temu znalazły się nawet w menu tradycyjnego noblowskiego bankietu. Takie odkrywanie zachodniego wybrzeża, västkusten (określanego nie bez powodu przez wielu Szwedów jako najlepsze: bästkusten), można więc polecić także tym, których bardziej niż powieści kryminalne interesują inne książki – te kucharskie.

Tekst i zdjęcia: Natalia Kołaczek, autorka książki „I cóż, że o Szwecji” i bloga Szwecjoblog.pl

[1] Camilla Läckberg, Ofiara losu, tłum. Inga Sawicka

[2] Camilla Läckberg, Kamieniarz, tłum. Inga Sawicka

[3] Camilla Läckberg, Kaznodzieja, tłum. Inga Sawicka

[4] Camilla Läckberg, Niemiecki bękart, tłum. Inga Sawicka

[5] Camilla Läckberg Latarnik, tłum. Inga Sawicka

[6] Camilla Läckberg Kaznodzieja, tłum. Inga Sawicka

Zapisz się na jazdę próbną chcę się zapisać