cofnij
Najtrudniejsze wyścigi świata – Volvo Ocean Race

2017-10-30

Najtrudniejsze wyścigi świata – Volvo Ocean Race
Tam, gdzie kończy się komfort przewidywalności i bezpieczeństwa, tam zaczyna się prawdziwa przygoda. Walka z żywiołem i własnymi słabościami jest atrybutem większości ekstremalnych form ludzkiej aktywności. Ale w tym przypadku wyzwanie jest szczególne – i z względu na rozmach, i ze względu na trudności. Wszak chodzi o to, by jachtem opłynąć świat dookoła. Na dodatek – zrobić to „na wyścigi”, czyli współzawodnicząc z innymi!

Mniej zorientowanych w temacie, nazwa tej niecodziennej imprezy może wprowadzić w błąd. Nie chodzi tu bowiem o wyścigi samochodowe wzdłuż brzegu oceanu, ale o zawody żeglarskie tylko dla najlepszych. Z drugiej strony – jest coś w nazwie, co podkreśla ekskluzywność tej imprezy – podobnie jak do samochodów marki Volvo przylgnęła opinia trwałych, wytrzymałych i niezawodnych, tak od uczestników regat, a także od sprzętu, którego używają, wymaga się dokładnie takich samych cech.

 



Volvo Ocean Race to bodaj najtrudniejsze regaty, jakie mają miejsce na świecie. Niektórzy uważają nawet, że to najtrudniejsze, najbardziej wymagające i prestiżowe wyzwanie ze wszystkich dyscyplin sportowych na świecie w ogóle. I nie są to czcze opinie - żadna bowiem inna dyscyplina sportu nie stawia takich wymagań, zarówno ludziom, jak i wszystkiemu czego używają na morzu. Żadna inna dyscyplina nie wymaga od uczestników tak zróżnicowanych umiejętności i silnych cech charakteru. Tutaj liczy się zarówno indywidualne zaangażowanie, jak i praca zespołowa, fizyczna odporność na warunki atmosferyczne, ale i zaawansowana wiedza inżynierska.

 

Volvo Ocen Race to także wyścig, w którym liczy się zaawansowanie technologiczne na najwyższym poziomie, a obciążenie dla ludzi i sprzętu nie da się określić inaczej niż słowem „ekstremalne”. Wystarczy kilka liczb, żeby sobie uzmysłowić ogrom wyzwania - dziewięć miesięcy tułaczki po morzach i oceanach, 45 tysięcy mil morskich do przepłynięcia, dzienny wydatek energetyczny na poziomie 7000 kalorii… Walka z przeciwnościami losu, z pogodą i kapryśnym morzem, spękane od słońca, wiatru i słonej wody usta i dłonie – to nie jest zabawa dla każdego. Nawet Rajd Dakar nie może pochwalić się taką intensywnością!

 

 



Regaty Volvo Ocean Race odbywają się co trzy lata – nie ma takiej załogi, która wytrzymałaby taki wysiłek częściej. Zwłaszcza, że ten niezwykły wyścig trwa trzy kwartały. Rozgrywane są one regularnie od roku 1973, kiedy to odbyły się pierwsze zawody, których celem było jak najszybsze opłynięcie świata dookoła. Po raz pierwszy na starcie w brytyjskim porcie Portsmouth stanęło 20 żeglarskich ekip – co ciekawe, były wśród nich także dwie załogi z Polski (jachty „Copernicus” i „Otago”).

 

Były to jednostki specjalnie zaprojektowane i zbudowane właśnie w celu wystartowania w wyścigu, który nosił wtedy nazwę Whitbread Round The World Race. Obecną nazwę, adekwatną do wymagań wyścigu, impreza nosi od 2001 roku. Oba jachty były dziełem polskie myśli inżynierskiej lat 70. kiedy to polskie stocznie jachtowe rozpoczęły „podbój” świtowych rynków jachtami dobrze zbudowanymi, a stosunkowo niedrogimi. „Otago” na dodatek nosił nazwę barku, którym jako kapitan dowodził Józef Konrad Korzeniowski, co dodatkowo wzmacniało polską obecność a oceanach, w świadomość ludzi Zachodu.

 

 



Obecnie wygląda to nieco inaczej – organizatorzy chcą, aby decydującym o zwycięstwie czynnikiem byli ludzie, a nie różnice w zaawansowaniu technologicznym i budowie łodzi. Dlatego na starcie stanie siedem dokładnie takich samych, 65-stopowych jachtów. Wykonane są one z włókna węglowego, co zapewnia wytrzymałość, a równocześnie lekkość konstrukcji. Dzięki temu liczy się bardziej doświadczenie, zgranie i dzielność załogi. A także strategi wybrana przez kapitana dowodzącego jachtem - którą stroną opłynąć wyspę, czy zaryzykować i zdecydować się na krótszą trasę pełną zmiennych frontów, czy bardziej zachowawczo – dłuższą i pewniejszą.

 

Do mety dotarło wówczas tylko 14 jachtów. Reszta musiała zrezygnować, przegrywając nierówną walkę z morskim żywiołem. Wśród tych, którzy ukończyli zawody były obie jednostki polskie – „Copernicus” zajął 11. miejsce, a „Otago” – 13. Mimo odległych lokat, sam fakt ukończenia zawodów trzeba uznać za sukces. Po udziale w regatach powstały dwie relacje uczestników - książki: kpt. Zdzisława Pieńkawy i Iwony Pieńkawy, członka załogi "Otago", córki kapitana.

 

 



Formuła Volvo Ocean Race ewoluowała przez lata i wciąż się zmienia. Z początkowych 27 tys. mil morskich podzielonych na 4 etapy, zrobiło się z czasem 39 tys. mil morskich i 10 etapów. W tym roku wyścig rozpoczął się 22 października, a jego trasa będzie rekordowo długa – wyniesie aż 45 tysięcy mil morskich! Trasa prowadzi przez cztery oceany i jedenaście portów na pięciu kontynentach. Żeglarze wystartują z Alicante w południowo-wschodniej Hiszpanii. Ciekawostką jest, że w miejscowości tej znajduje się muzeum gromadzące pamiątki i opowiadające historię regat. Po krótkim sprincie do Lizbony czeka ich rej do u w Republice Południowej Afryki. Następnie obiorą kurs na Melbourne przez Ocean Indyjski.

 

Kolejny odcinek, do Guangzhou, będzie wyścigiem w porcie tzw. in port race i nie będzie wliczał się on do klasyfikacji rejsu. Stąd z kolei jachty popłyną do Auckland w Nowej Zelandii, a później uczestnicy skierują się ponownie na Ocean Południowy opływając najbardziej znany przylądek świata – Horn, po czym skierują się na Atlantyk do południowej Brazylii – miasta Itajaí.. Jachty skierują się później na półkulę północną do miasta New Port nad Oceanem Atlantyckim, a stamtąd, przemierzając Pacyfik, do Wielkiej Brytanii. Przedostatni etap wyprawy wiedzie do Göteborga w Szwecji, a finalny odcinek to 700-milowy sprint do Hagi w Holandii, gdzie oficjalnie zakończą się regaty Volvo Ocean Race.

 

 



Tak jak samochodom Volvo stawia się największe wymagania, tak samo wygląda to jeśli chodzi o jachty i ich załogi biorące udział w wyścigu. Długa i zróżnicowana trasa powoduje, że żeglarz muszą zmierzyć się z praktycznie wszystkimi warunkami atmosferycznymi, jakie można spotkać na morzach i oceanach. Raz mogą to być gorące i wilgotne powietrze zwrotnikowe, innym razem z kolei - z zimnymi obszarami klimatu podbiegunowego. Zawsze istnieje też ryzyko spotkać układy niżowe, które powodują olbrzymie fale i wiatry o prędkości nawet do 130 km na godzinę!

 

Żeglarze podczas kolejnych etapów regat śpią zazwyczaj nie więcej niż 4 godziny dziennie. Zawsze nogami w kierunku dziobu, co zapobiega złamaniu karku podczas ewentualnej wywrotki jachtu. Żeby było jeszcze bardziej wymagająco - śpią najczęściej w mokrych kombinezonach, a włosy myją z użyciem specjalnych czepków, wypełnionych suchym szamponem. Nic dziwnego, że w kolejnych portach, schodząc w końcu na ląd, są na skraju wytrzymałości, wyczerpani i wychudzeni. Mają kilkadziesiąt godzin na jak najszybszą regenerację, by wrócić z powrotem na jacht. Żeby nie było wątpliwości – w każdej załodze jet co najmniej jedna kobieta!

 

Na koniec można by zadać pytanie, które samo ciśnie się na usta – po co to wszystko? Na pewno dla prestiżu. Na pewno dla sławy. Na pewno też – nie dla pieniędzy. Ale najlepiej odpowiedzieć chyba, trawestując wypowiedź jednego z himalaistów – Tym, którzy kochają żeglowanie – nie trzeba tłumaczyć; Ci którzy tego nigdy nie robili – i tak nie zrozumieją…

Zapisz się na jazdę próbną chcę się zapisać